Aktualności

Wietnam. Szósty Ananas.

20 marca 2025
Autor:
Rafał

Delta Mekong - kosz pełen owoców.

Z Sajgonu wyjeżdżamy na dwa dni do Delty Mekong. Śniadanie jemy u pani za rogiem, która robi kanapki banh mi… oczywiście dla mnie bez kolendry.

Delta Mekong nazywana jest potocznie koszem pełnym owocowych, ponieważ są tu plantację kokosów, mango, bananów, ananasów, jackfruitów i takich owoców co to niektórzy oglądają po raz pierwszy. Już przed wejściem na łódkę raczymy się słodkim i zimny kokosem. Potem w ogrodach na wyspie Koziorożca testujemy jak smakuje miejscowy arbuz, ananas, pomelo, a także longan, apple rose, guawa i bardzo słodki sabodine. Do ananasa często podają sól zmieszaną z chilli. Na początku wydaje nam się to dziwnym połączeniem. 

Kiedy pływamy po wodnym targu niedaleko Can Tho obserwujemy życie na wielkich łodziach. Sprzedają z nich warzywa i owoce w hurtowych ilościach. Wśród nich jest mniejsza łódź należąca do Ninh, która zaprasza do siebie turystów na degustację wietnamskich ananasów. Ma pseudonim Szósty Ananas, ponieważ jest ostatnim, szóstym dzieckiem swoich rodziców. Sama ma trójkę dzieci, które mieszkają na lądzie z dziadkami. Rzadko je odwiedza, ponieważ codziennie pracuje, a do swojego rodzinnego domu ma 70 km.

Śliwka mariańska

Kiedy wchodzimy do niewielkiej fabryki makaronu ryżowego, podpływa do nas łódeczka, na której dostrzegamy coś przypominającego mandarynki. Okazuje się, że jest to śliwka mariańska, którą jak pokazuje nam sprzedawca, przed obraniem należy pokulać między dłońmi. Wtedy niejadalna skórka dobrze schodzi.

W Delcie Mekong mamy sporo atrakcji: przejażdżka dużą łódką, czółnem, wietnamskim “lamborgini”. Jest degustacja wężówki, wina ryżowego, poprise z kurczakiem, cukierków kokosowych z durianem, imbiru kandyzowanego, miodu i pyłku pszczelego od wietnamskich pszczół. 

Dopływamy do kolejnej wyspy na lunch, gdzie kobieta pokazuje nam jak sprawnie zrobić surowe sajgonki ze złowioną w Mekongu rybą zwaną przez miejscowych Słoniowe Ucho. Kolację natomiast jemy w Can Tho – największym mieście Delty Mekong. Chyba nie wszyscy się najedli, ponieważ po kolacji poszliśmy na street food spróbować przysmaków z grilla. Najbardziej lubię tam okrę, ostrygi, przegrzebki i długie białe grzybki zawinięte w boczek.

Pho bo

Drugi dzień w Delcie Mekong zacząlem od zupy pho ga serwowanej w hotelu, a skończyłem zupą pho bo na ulicy w Sajgonie. Ta pierwsza jest z kurczakiem, a druga z wołowiną. Zupę pho gotuje się kilka godzin na kości wołowej. Kiedy jest gotowa dodaje się makaron ryżowy, kiełki fasoli mung, trawę cytrynową, cebulę i cienkie plasterki wołowiny, które ścinają się pod wpływem gorącej zupy. Kolendry nie trzeba. Na koniec ja dodaję sobie świeże chili i wyciskam limonkę.

Wolę pho z wołowiną niż z kurczakiem, choć to twardsze mięso.

Na koniec wycieczki po Delcie Mekong wsiedliśmy na rowery i pojechaliśmy gdzieś przed siebie, eksplorować wietnamską wioskę. Zaczepił nas mobilnym sprzedawcy lodów i kupiliśmy lody waniliowe i czekoladowe. Coś nam jednak nie pasowało i po kilku pytaniach okazało się, że są to lody z białej i czerwonej fasoli.

Przeczytaj więcej o naszych podróżach w Azji:

Skomentuj ten wpis jako pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *