Aktualności

Similany

19 lutego 2025
Autor:
Rafał

Wczesna pobódka.

Łucja pisze:

Dzisiejszy dzień spędziliśmy podobnie jak wczoraj, czyli na łódce. Szkoda tylko, że ja leżę na plaży na wyspach zwanych Similany, a moje przyjaciółki muszą chodzić do szkoły. Jednak też nie mam lekko. Ze smutkiem w oczach musiałam wstać o 5.00 rano, bo o 5.45 przyjechało po nas auto.

Nie miałam jakoś humoru takiego jak wczoraj. Dlaczego? Nie dość, że dzień wcześniej się spiekłam i bolą mnie ramiona, to dzisiaj musiałam szybko wstać czego nienawidzę. Już wolałabym nie spać, ale zmęczenie robi swoje. Biuro, które organizowało dzisiejszą wycieczkę było ogromne, ale śniadanie było takie same jak w tym wczorajszym, czyli tost z dżemem. Mają fajne dżemy, nie wiem czy mówiłam, ale ja nie przepadam za dżemami, a tu są bardzo dobre. Bardzo dziwne jest też to, że jem słodkie śniadania, bo wolę słone. Najlepsze śniadania robi mi moja przyjaciółka Ola, czyli kanapkę z żółtym serem i awokado. 

Krokodyle!

Po tym (nawet okej) śniadaniu mogliśmy iść na łódkę. Była średnia, ta wczorajsza była lepsza. Bardzo długo płynęliśmy, bo ponad półtorej godziny. Hmmm czy było warto? No w sumie tak, bo woda była dość ciepła, ale nie tak jak na Phuket. 

Na skałach było strasznie dużo ludzi, a tłumy czasami mnie przytłaczają. Siedziałam więc na kamieniu czekając na rodziców, a potem poszliśmy na plażę.  Tym razem nałożyłam na siebie chyba z 10 warstw kremu przeciwsłoneczny, żeby bardziej się nie dopalić. Po plaży byliśmy na snurkowaniu. Rafa tym razem była ładniejsza, ale trochę się bałam bo przewodniczka mówiła, że mogą tu być krokodyle. Niby są wolne ale szybko atakują, więc dalej są groźne. Ale chyba żartowała. Były natomiast wielkie ryby, strasznie blisko nas co mnie mocno zestresowana, że mnie dotkną, a to mnie obrzydza. Widziałam też ławicę małych rybek co było jeszcze gorsze. Dlatego machałam rękami i nogami żeby mnie nie dotknęły. Kiedy wchodziłam na łódkę pani powiedziała, że mam piękne paznokcie. Aż mi się miło zrobiło.

W końcu pojechaliśmy na lunch. Był taki sam jak wczoraj, czyli ryż, jajka, makaron i sos. Dodatkowo były gotowane krewetki, które uwielbiam, a na deser standardowo arbuz. 

Najdłuższa jazda

Na lunchu też zorientowałam się jak wyglądam… dobrze, że miałam ze sobą szczotkę…

Z racji, że to był nasz ostatni przystanek szybko zjedliśmy i poszliśmy na plażę, żeby trochę się schłodzić. Bardzo szybko zleciał czas, który dostaliśmy.

To co mnie zaskoczyło to taki drugi lunch w przystani. Bardzo smakowały mi jakby wafle ryżowe z owocami morza. po 15 minutach poszliśmy do samochodu i szczerze to była chyba najdłuższa jazda autem jaka mielismy. jechaliśmy z dwie godziny jak nie dłużej. 

Podsumowując było bardzo fajnie, ale jednak wolę Phi Phi. Jest dla mnie bardziej urokliwe, może nie ta główna wyspa ale te mniejsze.

Zostały 2 dni, a może nawet 1 dzień. Trochę żal mi wracać bo podoba mi się tu, ale z drugiej strony to tęsknię za moimi przyjaciółkami i nie mogę się doczekać, aż spotkam się z Ola, czyli moją najlepszą przyjaciółką. 

Przeczytaj więcej o naszych podróżach w Azji:

Skomentuj ten wpis jako pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *