Aktualności

Kolejna wycieczka do Wietnamu

17 marca 2025
Autor:
Rafał

Miliony skuterów.

Stajemy w długiej kolejce po wizy. Nie dziwi mnie to, ponieważ Wietnam jest wymarzonym miejscem na turystycznej mapie. Przyciaga swoja różnorodnością, krajobrazami, egzotyką, architekturą, niskimi cenami, kulturą, pogodnie usposobionymi mieszkańcami i najlepszym (dla mnie) jedzeniem na świecie. Przez najbliższe dwa tygodnie będzie nas zadziwiał.

Zwiedzanie Wietnamu zaczynamy od największego miasta w kraju. Sajgon to tygiel kulturowy, który zdaje się nie zasypiać. Ciągle tętni życiem, o czym przypominają miliony skuterów na ulicy. Skutery, które są w stanie przewieźć kilkuosobowe rodziny na raz, albo takie przedmioty, które na pewno nie zmieściłyby się do naszych aut. 

Banh Mi

Pierwszego dnia obowiązkowo zaliczamy francuską dzielnicę, której nazwa wzięła się z charakterystycznej Europejskiej architektury XIX wieku. Na przełomie XIX i XX wieku Francja miała tu swoją kolonię. 

Pierwszego dnia idziemy na tradycyjną wietnamska zupę pho, oczywiście z wołowiną. Ten kto jest fanem zup, w Wietnamie będzie przeszczęśliwy. Oczywiście kuchnia wietnamska jest bardzo bogata i nie tylko zupą stoi. 

Na śniadanie jemy Banh Mi – francuską bagietkę z wietnamskimi dodatkami. Tuż za rogiem naszego hotelu pani ma mobilna budkę, przy której bez przerwy ktoś stoi i zamawia Banh Mi. Bagietkę smaruje pasztetem, dodaję ogórka, plasterki wieprzowiny, wrzuca ostre papryczki, a ja na tłumaczu polsko-wietnamskim piszę, że kolendry nie chcę. Smakuje rewelacyjnie. 

Cu Chi i Cao Dai

Po takim śniadaniu możemy jechać do tuneli Cu Chi oddalonych kilkadziesiąt kilometrów od Sajgonu. Tam próbujemy ugotowane bulwy manioku co oni nazywają tapioką. Ze zmielonymi orzeszkami ziemnymi i solą wydaje się całkiem niezłe, ale partyzanci Vietcongu jedli to na okrągło. No chyba, że aby uniknąć monotonii upolowali jakieś robactwo, węża, czy szczura. W Cu Chi są tunele, które służyły komunistom do przemieszczania się, magazynowania broni i życia w ukryciu przed Amerykanami i żołnierzami Wietnamu Południowego podczas wojny amerykańsko-wietnamskiej.

Bliżej granicy z Kambodżą w miejscowości Tay Ninh zamawiam zupę słodko kwaśną z krewetkami i dużą ilością zieleniny. Wrzucam do niej niewielką ostrą papryczkę, ale za chwilę wyciągam, żeby nie przesadzić z ostrością. Smakuje wyśmienicie. 

W Tay Ninh zwiedzamy główny kościół Kaodaistyczny, których wyznawcy stanowią prawdopodobnie trzecią co do wielkości grupę religijną Wietnamu. Msza w bardzo kolorowej świątyni jest dość monotonna, ale dla nas bardzo ciekawa.

Przeczytaj więcej o naszych podróżach w Azji:

Skomentuj ten wpis jako pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *